Zakończył się proces zbiorowy w sprawie tzw. „Nabitych w mBank”

28.07.2020 |

W dniu 15.07.2020 r. przed Sądem Apelacyjnym w Łodzi zakończył się proces zbiorowy wytoczony przeciwko mBank S.A. przez Miejskiego Rzecznika Praw Konsumentów w imieniu grupy 1247 kredytobiorców tego banku, zwanych potocznie grupą „nabitych w mBank”. Pozew w tej sprawie został złożony jeszcze w roku 2010. Konsumenci najpierw wygrali w dwóch instancjach, ale potem w wyniku skargi kasacyjnej banku sprawa wróciła do Sądu Apelacyjnego w Łodzi (słynny tzw. wyrok „arbuzowy” Sądu Najwyższego z dnia 14.05.2015 r., II CSK 768/14). Teraz, po blisko 10 latach procesu, mBank nieoczekiwanie wycofał apelację, doprowadzając do umorzenia postępowania odwoławczego. Oznacza to, że wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi, który orzekał w I instancji i uwzględnił powództwo, stał się prawomocny. Co to jednak oznacza i co właściwie udało się uzyskać „nabitym w mBank”?

Konsumenci należący do grupy zawarli umowy należące do tzw. „starego portfela” mBanku. Były to umowy, w których Bank nie tylko samodzielnie ustalał kursy walut stosowane przy rozliczaniu kredytu (co jest akurat cechą powszechną prawie wszystkich umów „frankowych”, niezależnie od banku), ale także samodzielnie decydował o ewentualnych zmianach w oprocentowaniu. Nie było tam więc powiązania oprocentowania ze stawką LIBOR dla CHF. Przesłanką zmiany wysokości oprocentowania, oprócz zmiany LIBOR, mogły być także bliżej niesprecyzowane „zmiany parametrów rynku finansowego i pieniężnego”, przy czym nie było tu żadnego automatyzmu. O tym, czy, o ile i w jakim kierunku zmieniać się miało oprocentowanie umów kredytowych, ostatecznie decydował wyłącznie zarząd banku. Jak się okazało w praktyce, kredytobiorcy, którzy zawarli takie umowy, nie korzystali ze znacznych obniżek stawek LIBOR po roku 2008, gdyż bank, powołując się na „inne parametry rynku finansowego i pieniężnego” odmawiał obniżenia oprocentowania.

Pozew wytoczony przez Miejskiego Rzecznika Praw Konsumentów kwestionował wyłącznie ten drugi element, czyli dowolność zmian w oprocentowaniu. Na dodatek nie podważał ważności samych umów. Pozew zmierzał jedynie do ustalenia, że bank nie miał prawa podwyższać oprocentowania powyżej stawki pierwotnie ustalonej w umowie. Takie też zapadło rozstrzygnięcie w pierwszej instancji – Sąd Okręgowy stwierdził, że klauzula uprawniająca bank do zmian oprocentowania w oparciu o nieprzejrzyste kryteria jest abuzywna i nie wiąże kredytobiorców, a to oznacza, że umowy muszą być wykonywane jako umowy kredytu ze stałym oprocentowaniem.

Cofnięcie apelacji przez mBank oznacza zaakceptowanie przez niego właśnie takiego wariantu, tj. ważnie zawarte umowy indeksowane do CHF, według kursów ustalanych przez bank, a jedynie ze stałą stawką oprocentowania ustaloną w treści umów. Dla banku oznacza to wprawdzie z jednej strony konieczność korekty odsetek za wcześniejsze lata, ale z drugiej, oprocentowanie tych umów zostało zamrożone na poziomie wyższym niż aktualne oprocentowanie umów, w których jest ono wyliczane jako suma marży banku i wskaźnika LIBOR. Wskaźnik ten od wielu lat jest bowiem ujemny.

Formalnie zatem proces zakończył się wygraną konsumentów, ale w praktyce, przy obecnej ewolucji orzecznictwa w sprawach frankowych, wygrana ta stanowi najmniejszy możliwy wymiar kary dla banku. Umowy tzw. „starego portfela” mBanku w wielu sądach są obecnie już niemalże rutynowo uznawane za nieważne. Na takie konsekwencje wad tego wzorca umownego wskazywał także Rzecznik Praw Obywatelskich, który przystąpił do procesu w jego końcowej fazie. Cofając apelację, bank uchronił się przed  potencjalnie znacznie bardziej druzgocącą oceną swoich umów niż dokonana w I instancji. Na dodatek, wyrok I instancji jedynie ustalił odpowiedzialność banku za stosowanie abuzywnej klauzuli, natomiast zwrotu konkretnych kwot członkowie grupy będą musieli dochodzić w osobnych postępowaniach.

Podsumowując, pierwszy w historii proces zbiorowy w sprawie umów frankowych kończy się pyrrusowym zwycięstwem kredytobiorców. Wyrok nie uwalnia ich od wadliwie skonstruowanych umów ani nawet nie eliminuje z nich ryzyka kursowego. Uzyskali jedynie zamrożenie wyjściowych stawek oprocentowania, przy czym o zwrot niewielkich zresztą nadpłat z tego tytułu muszą wystąpić w osobnym procesie. Biorąc pod uwagę obecną ewolucję orzecznictwa w sprawach umów starego portfela mBanku, rezultat ten jawi się nieomal jako zwycięstwo Banku.